Aktualności

Zobacz więcej
Metanoia: wybieram życie
zdjęcia dzięki uprzejmości Caritas Archidiecezji Białostockiej

Metanoia: wybieram życie

Zaczyna się niewinnie, ale od pierwszego razu do uzależnienia jest bardzo krótka droga. Kiedy tracą kontrolę, na pomoc przychodzą specjalistyczne placówki. Jedną z nich jest Ośrodek Metanoia.

Po środki odurzające sięgają już nawet 12-latkowie. Zdobycie ich staje się coraz łatwiejsze, a dilerów coraz częściej można spotkać w szkołach. Problem narkotyków jest bardzo powszechny wśród młodzieży. Dlaczego biorą? Powodów jest wiele: aby zaimponować kolegom, bo wszyscy biorą , życie jest krótkie ,a oni są młodzi, a w życiu należy wszystkiego spróbować.Na początku przychodzi ciekawość i chęć zabawy, ale za nimi stoi ogromna potrzeba bycia akceptowanym przez środowisko, problemy w domu oraz nieumiejętność radzenia sobie z emocjami i chęć ucieczki od problemów.

Utrata kontroli

Podczas tej na pozór niewinnej zabawy w pewnym momencie młody człowiek traci kontrolę. I wchodzi w uzależnienie ,a wtedy nie potrafi już zapanować nad sobą i nad własnym życiem. Rodzice często są bezradni, nie mogą dotrzeć do własnego dziecka, które każdego dnia coraz bardziej dotyka dna. Zaczynają się pierwsze konflikty z prawem. Nadchodzi czas na decyzję na podjęcie decyzji o skierowanie na terapie do ośrodka odwykowego. Często jest to postanowienie sądu dla nieletnich, niekiedy decyzja rodziców.

Uporządkowanie życia na nowo

Zazwyczaj ośrodki odwykowe kojarzą się z budynkami z dala od świata, z kratami w oknach, niemal rodem z filmów. Ale tu jest inaczej. Tu - czyli w Katolickim Ośrodku Wychowania i Terapii Uzależnień dla Młodzieży Metanoia w Czarnej Białostockiej.

Wyruszamy rano. Czego się spodziewać? Jak mnie odbiorą? I czy trafimy, skoro placówka nie ma konkretnego adresu? Błądzimy leśną, piaskową drogą. W końcu pojawia się asfalt - co za ulga dla podwozia! A potem - brama, a za nią budynek, którego tak szukaliśmy. W sercu Puszczy Knyszyńskiej, z dala od zgiełku miasta. Idealne miejsce, aby uporządkować swoje życie na nowo.

Placówka istnieje od 2000 r. Niesie pomoc młodzieży uzależnionej lub zagrożonej uzależnieniem w wieku od 13 do 19 roku życia. Leczenie jest dobrowolne, ale trafiają tu także osoby z nakazem sądowym. Program terapeutyczny trwa dwanaście miesięcy.

Lekko podenerwowana dzwonię do drzwi. Otwiera wysoki, młody brunet: na początku myślę, że to pracownik, ale nie - to jeden z podopiecznych. Trafiłam do pokoju opiekunów, gdzie wita mnie starszy mężczyzna, z bujnymi, siwymi włosami i urzekającym, szerokim uśmiechem. To zastępca kierownika ośrodka,Marian Kociuba - lekarz medycyny specjalizujący się w terapii uzależnień, od trzydziestu lat w zawodzie. Pytam go o możliwość rozmowy z podopiecznymi i po chwili rozmawiam już z Olivierem, tym samym brunetem, który otworzył mi drzwi.

Oliver zaczął, kiedy miał dwanaście lat. Niewinnie, od popalania marihuany z kolegami. Kiedy miał piętnaście, brał już amfetaminę.

- Schodziłem na dno, chciałem zaimponować kolegom, wdawałem się w bójki. Ciągnęło mnie do starszego towarzystwa, potrafiłem nie wracać przez parę dni do domu. Potem rozpoczął się konflikt z prawem - zatrzymania przez policje, wypadek samochodowy, sprawa w sądzie za demoralizację. Wszystko zaczęło się kumulować. Byłem świadomy, że jestem uzależniony, ale nie chciałem nic z tym zrobić. Pewnego dnia ojciec czekał na mnie z testem. Postawił mi ultimatum. Wybrałem wyjazd do ośrodka, jestem już tutaj pięć miesięcy. Szykuje mi się pierwsza przepustka do domu. Na pewno, będąc tutaj, ponaprawiałem relacje z rodziną. I nawróciłem się, będąc w Metanoi. Po trzech latach się wyspowiadałem. Jeżdżę co wtorek na Seminarium Odnowy Wiary.

Droga do zapomnienia o rzeczywistości

Obecnie w placówce znajduje się dwudziestu sześciu podopiecznych, w tym osiem dziewcząt. Starają się wspierać nawzajem w terapii i, jak mówią, „nie odpuszczać sobie”. Panuje zasada obowiązkowości i „nie chowania problemów oraz wybryków pod dywan”. Wiedzą, że to im szkodzi.

Dlaczego sięgnęli po narkotyki? Często przyczyną są złe relacje rodzinne, a używki to forma ucieczki od problemów, droga do zapomnienia rzeczywistości. Tak było u Krzysztofa.

Krzysztof ma siedemnaście lat. Narkotyki pojawiły się w jego życiu w gimnazjum.

- Wszystko zaczęło, gdy byłem w pierwszej klasie gimnazjum. Byłem cichym chłopakiem, nie miałem matki ani ojca. Opiekował się mną dziadek, nie byliśmy zbyt zamożni, nie miałem fajnych ciuchów, musiałem żyć z tego co mam. Czułem, że jestem gorszy od innych, że nie jestem wartościowy. Aby zdobyć akceptację znajomych, zacząłem palić papierosy, później to poszło w alkohol. W międzyczasie poznałem dziewczynę, po rozstaniu z nią się załamałem i zacząłem się samookaleczać, odurzać lekami. W wakacje pomiędzy drugą a trzecią klasą zacząłem brać narkotyki. Okłamywałem dziadka, aby zdobyć pieniądze. W pewnym momencie musieliśmy się wyprowadzić, nie mieliśmy gdzie mieszkać. Gdy nie miałem już za co ćpać, kradłem. Wtedy trafiłem do Pogotowia Opiekuńczego. Miałem sprawę za pobicie i posiadanie narkotyków. Do terapii skłoniło mnie to, że widziałem, jak cała sytuacja bolała mojego dziadka. Jestem teraz na bardzo wysokim poziomie w terapii. Chcę zostać wolontariuszem i pracować z osobami uzależnionymi, chcę pomagać tym, którzy są w takiej sytuacji, w jakiej ja kiedyś byłem. Pragnę się nawrócić i odnaleźć Boga.

Motywacja do zmiany

Ośrodek jest przeznaczony dla młodzieży szkolnej..Dlatego do osób, które powinny uczestniczyć w zajęciach gimnazjalnych, kilka razy w tygodniu przyjeżdżają nauczyciele. Na wyższym etapie terapii licealiści mogą uczęszczać do zaocznego liceum w Białymstoku. W ciągu dnia uczestniczą w zajęciach sportowych oraz artystycznych. Startują w konkursach, w których osiągają wysokie wyniki.

Terapia opiera się na systemie społeczności terapeutycznej i obejmuje terapię grupową, terapię indywidualną, ergoterapię. W terapię wbudowana jest także praca nad rozwijaniem własnych zainteresowań. Program składa się z czterech etapów, podczas których uczestnik pracuje nad odnajdywaniem sposobów samorealizacji, kształtowaniu swojej samooceny, budowaniu prawidłowej hierarchii wartości oraz odnajdowaniu sensu życia w trzeźwości. Jak sama nazwa wskazuje: metanoia to po grecku "zmiana myślenia". Ogromnym atutem ośrodka jest jego katolicki charakter, co nie przeszkadza w akceptowaniu odmiennych poglądów podopiecznych. Zajmują się nimi lekarze terapeuci z wieloletnim stażem, psycholog, opiekunowie oraz psychiatra.

-Staramy się przyjrzeć bliżej ich relacjom w rodzinie, to jest kluczowe dla ich wyjścia z uzależnienia. Mobilizujemy rodziców do tego, aby podejmowali terapię w swoich miejscach zamieszkania jako osoby współuzależnione. Raz na trzy miesiące spotykamy się na obowiązkowych zjazdach rodzin, na których możemy się bliżej poznać:prowadzimy wtedy taką małą terapię grupową. Najważniejsza w leczeniu jest chęć i osobista decyzja podopiecznych, którzy chcą odnaleźć w sobie motywację do zmiany- mówi Marian Kociuba. - Naszą podstawową metodą jest leczenie społecznością terapeutyczną. Obecnie średnia w ośrodku wynosi 16 lat. Widać, jak tutaj dojrzewają psychicznie i fizycznie. Najważniejsza w pracy terapeuty jest konsekwencja, spokój i stałość. Staramy się nie okazywać swoich emocji, nie oceniać oraz równo traktować wszystkich - dodaje.

Atmosfera w ośrodku jest niezwykle przyjazna. Podopieczni są bardzo otwarci; chcą mówić o tym, co ich spotkało. Niektórzy sami proszą mnie o rozmowę, chwalą się swoimi postępami. I mówią o tym, że chcieliby tu zostać. Bo tu znowu mają poczucie bezpieczeństwa. Są z dala od swojego środowiska, nie ma tu narkotyków, jest za to wsparcie i akceptacja: dlatego w duszy wolą pozostać tutaj, gdzie stworzyli swoją niewielką wspólnotę. Boją się konfrontacji z tym, co sprowadziło ich na dno.

Piotrek ma szesnaście lat. Kiedy miał trzynaście, trafił do domu dziecka - mama była uzależniona od alkoholu, tata nie żył od pięciu lat.

- Nie potrafiłem odmówić i dla towarzystwa wszedłem w narkotyki. Zaczęły się sprawy w sądzie. Nie byłem świadomy tego, co robię, dopiero z czasem dochodziłem do tego, co się stało. Miałem dużo zainteresowań, rap dawał mi satysfakcję, ale gdzieś to wszystko prysło. Zacząłem uciekać z domu dziecka. Po pewnym czasie trafiłem tutaj.

W ośrodku jest od siedmiu miesięcy. Na początku nie chciał się leczyć.

- W sercu miałem zasady ulicy. Podjąłem po pewnym czasie decyzję, że chcę się leczyć: zrobiłem to też dla rodziny. I nauczyłem się normalnie rozmawiać z rodziną. Nawróciłem się tutaj, modlę się teraz codziennie. Pierwszy raz od pierwszej komunii poszedłem do spowiedzi. Czuję, że Jezus mnie słucha.

Potrzebny milion

Metanoia jest jednym z najlepszych i najskuteczniejszych ośrodków leczenia uzależnień dla młodzieży w Polsce. Niestety z powodów finansowych grozi mu zamknięcie.

- Trzeba uporządkować sprawy budynku. Jeśli placówka chce nadal świadczyć pomoc, musi spełnić wymogi bezpieczeństwa, szczególnie przeciwpożarowego, co jest dużym kosztem. Należy wymienić instalację wodną, zająć się naprawą dachu i klatki schodowej. Na to wszystko potrzebujemy miliona złotych. To jest ogromna suma - mówi dyrektor Caritas Archidiecezji Białostockiej ks. Adam Kozikowski. - Wszystkie tegoroczne działania z pozyskiwaniem środków są przeznaczone na ten cel:jeden procent podatku,zbiórki w parafiach. Włączamy się także w akcję Kilometry Dobra. Otrzymujemy wiele indywidualnych datków. Jesteśmy wdzięczni za każdą ofiarę, ale prosimy o więcej, bez dobroci serca i ofiar nie damy rady!

Żeby pomóc ośrodkowi przetrwać, powstała grupa modlitewna "Dzieło Milionerzy”. Jej członkowie powierzają intencje ośrodka oraz darczyńców na całogodzinnej adoracji Najświętszego Sakramentu: raz w miesiącu do końca roku. Kim jest milioner? Osobą, która jest świadoma tego, że otrzymała milion łask od Boga - i teraz prosi o milion złotych dla Metanoi. Efekty działania grupy już zaczynają być widoczne.

Wiele osób twierdzi, że problem uzależnień ich nie dotyczy, że osoby, które sięgnęły po używki, są same sobie winne. Myślą tak, choć historie podopiecznych pokazują, że w uzależnienie może wpaść każdy.
-Metanoia to wyjątkowe miejsce, bo trafiają do nas wyjątkowi ludzie…pogubieni, pokaleczeni, z różnymi doświadczeniami i problemami. Nasza młodzież przemienia swoje myślenie, funkcjonowanie, a przede wszystkim swoje serca. To takie małe-wielkie cuda, które zdarzają się każdego dnia. Metanoia to dla wielu szansa na rozwój, poprawę relacji z najbliższymi, szansa na lepsze życie. Oby jak najwięcej osób mogło skorzystać z tej szansy - mówi Joanna Szmurło specjalista terapii uzależnień, kierownik ośrodka.

Laura Maksimowicz

comments powered by Disqus